sierpnia 24, 2017
Pierwsza ciąża – oczekiwania vs rzeczywistość
Pierwsza ciąża –
planowana lub nie, zwiastuje całkowity, życiowy armageddon. Być
może wiele z nas wyobrażając sobie ten stan po raz pierwszy widzi
całkowitą apokalipsę. Rosnący brzuch, zmieniające się ciało,
wymioty, omdlenia, złe samopoczucie, brak odpowiednich ubrań,
niekończąca się lista wyprawkowa (tyyyyle trzeba kupić?!),
wyobrażenia o ciągłym braku pieniędzy, za małe mieszkanie –
przeprowadzka! Kredyt! Jak my sobie z tym wszystkim poradzimy?
Poniżej kilka moich
spostrzeżeń z ostatnich siedmiu miesięcy – z pierwszej,
planowanej ciąży.
Dobre dobrego początki
O tym, że każda ciąża
jest inna słyszałam wiele razy. Co to jednak znaczy „inna”?
Przede wszystkim, ciąża wcale nie musi oznaczać kilkumiesięcznych
problemów ze zwracaniem zawartości żołądka. Z moich obserwacji
wynika również, że nieprawdą jest, że brak wymiotów oznacza
brak odpowiednich hormonów w organizmie. Piszę to ku przestrodze,
gdyby któraś z czytelniczek z początkiem ciąży natknęła się
na te same fora i artykuły w sieci co ja, i tak samo jak ja wpadłaby
w niepotrzebną spiralę stresu. Czasami od samego czytania
zawartości internetu może zrobić się niedobrze.
Z ujrzeniem dwóch kresek
na teście, byłam przekonana, że w najbliższym czasie będę miała
przerąbane JA oraz wszystkie osoby mnie otaczające. Już widziałam
oczami wyobraźni jak wybiegam ze sklepu porzucając zakupy, żeby
nie ofajdać pani stojącej przede mną w kolejce. Nic takiego nigdy
nie miało miejsca! Ani w moim przypadku, ani w przypadku wielu
innych mam.
Ciąża to nie choroba!
Znienawidziłam to zdanie
z całego serca. Oczywiście, że ciąża to nie choroba ale stan,
który może być do niej podobny. Serce pracuje na większych
obrotach, ciężej się oddycha, z czasem przychodzi ból kręgosłupa.
Miałam nieprzyjemność zasłabnąć tylko raz, kilka razy zdarzyło
mi się poczuć gorzej stojąc w kolejce sklepowej. Gdybym odważyła
się poprosić o ustąpienie mi miejsca i usłyszałabym ten tekst,
czyjś nos by na tym ucierpiał.
No właśnie, kolejki i
prawa kobiet w stanie błogosławionym. Dopiero w siódmym miesiącu
nabrałam odwagi i przy kasach uprzywilejowanych kobietom w ciąży i
osobom niepełnosprawnym, zaczęłam prosić o ustąpienie mi
miejsca. Nigdy nie mogę wyjść z podziwu, ile przy takiej kasie
stoi osób NIE w ciąży i NIE niepełnosprawnych! Reakcje z jakimi
się spotkałam:
- ustąpienie miejsca przez mężczyzn - bez problemu
- ustąpienie miejsca przez kobiety – zaczynają się schody. Dwie panie ze zdziwieniem spytały mnie, z jakiego powodu miały by mnie przepuścić. Pokazując na brzuch i znaczek przy kasie, panie stwierdziły, że ciąży po mnie nie widać (no dziękuję! W końcu brzuch płaski jak deska)
Zakupy to dla mnie
najmniej przyjemna czynność jaką muszę na co dzień wykonywać.
Internety to zło
Na początku, zapisałam
się do grup wsparcia na fejsiku oraz wertowałam artykuły na
popularnych portalach dla mam. I wniosek jest taki: czytanie
internetu grozi stresem, nieprzespanymi nocami i kłótniami z mężem.
- co ty mi kupiłeś! Nie mogę jeść szprotek, są wędzone, dziecko będzie chore!
Dopiero lekarz mi
wytłumaczył, że przykładowo szprotki w oleju, mogą zaszkodzić
mojemu żołądkowi, a nie dziecku. Ponieważ nigdy mi nie
zaszkodziły, jem je tak samo chętnie jak przed ciążą. Nigdy
więcej nie pytałam internetów o jedzenie, czy jakieś symptomy, bo
zawsze okazywało się że mam pięć odmian śmiertelnych chorób,
albo co najmniej 80% szans na piętnaście innych.
Wycofałam się też z
facebook'owych grup poświęconych mamusiom rodzącym w tym samym
terminie. Z każdym rzuceniem oka na tablicę, czytałam posty pełne
przerażenia i histerii, bo „malucha nie czuć od godziny, jadę do
szpitala sprawdzić co się dzieje”. Nie dajmy się zwariować!
Stres szkodzi bardziej niż cokolwiek, a przyszłe matki z fejsa
stresują i siebie i innych. To, jakie jeszcze rzeczy przeczytałam
zostawię dla siebie, bo niektóre informacje są przerażające. Nie
mogę zrozumieć publikowania pięknie zaprojektowanych grafik
informacyjnych, sugerujących takie efekty ciąży jak śmierć. W
jakich okolicznościach nie napiszę. W razie wątpliwości, lęków
odnośnie przebiegu ciąży pytam tylko i wyłącznie lekarza i
polecam to każdej przyszłej mamie.
Wyprawka – załamka
Bardzo długo motałam
się z podjęciem decyzji o zakupach dla małej. Podeszłam do tego
ambitnie i wszystko chciałam kupić sama. W dużej mierze tak się
stało. Najpierw podjęłam decyzję o zakupie nowego wózka. Później
zmieniłam zdanie i stwierdziłam, że kupię używany i zaczęłam
się kontaktować z osobami, które chciały sprzedać wózki po
swoich dzieciach. Po jakimś czasie, w końcu, został kupiony nowy
wózek. Nie dość, że nowy sam w sobie – to model z tego roku!
Masserati wśród wózków. I tak się to potoczyło odnośnie całej
wyprawki z wyjątkiem ciuszków – tutaj nowe mieszają się z
używanymi, większość kupione na miejscowym targu. Dziecko za
szybko rośnie, żeby przejmować się ubrankami.
Dlaczego postawiłam na
same nowości? Bo w przyszłości będziemy planować jeszcze większe
powiększenie rodziny, i wszystko, co kupione jest teraz, zostanie
dla drugiego malucha. Dlatego postawiłam na neutralne kolory
większych, stałych przedmiotów oraz na dobre marki.
Kwestia finansowa –
wiadomo, odczuwalna, ale nie było tak strasznie jak liczyłam z
początku. Policzyłam miesiące, zrobiłam listę i zarządziłam
budżet na każdy jeden miesiąc – tak, żeby nie było za dużo,
ani za mało. Z początkiem nowego miesiąca, realizowałam zakupy,
nie przekraczając określonej sumy. Takim sposobem mam już wszystko
z wyjątkiem kosmetyków, a osobisty portfel jest w całkiem niezłym
stanie.
O tym etapie życia
mogłabym pisać w nieskończoność. Jest jeszcze tyle kwestii, w
których zaszły zmiany i którymi bardzo chcę się podzielić!
Reasumując moje
dzisiejsze przemyślenia wiem jedno – nie bójmy się i nie
sprawiajmy sobie same stresu. Mamy swoje prawa o których warto
pamiętać i swoje obowiązki, o których powie nam lekarz. Jeżeli
zaglądać do sieci po rady, to tylko do sprawdzonych blogerek, mam
wykonujących zawód lekarza.
Ciąża to szczególny
czas, podczas którego jesteśmy najważniejsze – również dla
samych siebie. Dlatego traktujmy się najlepiej jak potrafimy.


