Błędy młodej mamy - co tam u nas słychać?

Nie było mnie tu tak długo, że zaczęłam odczuwać niepokój, jakbym zaniedbała ważną dla mnie osobę. 
Prawdopodobnie nie uda mi się prowadzić bloga z wymarzoną regularnością, dlatego każdy post postaram się pisać z największą starannością. No, może nie aż taką, żeby rymować w każdym zdaniu 😉



Ostatnie miesiące były pracowite, intensywne i pouczające.

W tym roku będziemy się przeprowadzać do własnego domu,  a właściwie wrócimy do miejsca, w którym się wychowałam. Remontujemy dom, w którym jak myślę, zostaniemy na zawsze. Za mną pierwsze projekty, przede mną kolejne szlify, a cały czas towarzyszy mi radość i podekscytowanie.

Mimo tych wielkich zmian, najwięcej się dzieje w mojej "strefie mamy" - Amelka rośnie, poznaje świat, jest coraz mądrzejsza, a ja nabieram nowego doświadczenia dzięki licznym błędom, które ciągle popełniam. Kiedy wydaje mi się, że wyczerpałam limit popełnionych błędów, okazuje się że przede mną wyrasta kolejna góra!



Przede wszystkim lekarz

Za nami pierwszy stres dotyczący zdrowia Amelki. 38,3 stopni gorączki, przerażenie i histeria! Gdzie szukać pomocy, po kogo dzwonić?! Karetka, pogotowie i FBI na nogach, tata małej przyjechał z pracy, babcia również porzuciła gotowanie rosołu, żeby być przy nas. Ze stoickim spokojem zadzwoniłam do przychodni, aby się dowiedzieć, że nikt nie może nas teraz przyjąć. Obrałam kierunek szpital. To był bardzo duży błąd. 
Najpierw konsultacja z lekarzem, czy w ogóle nas przyjmie - odpowiedź pozytywna. Potem było bardzo długie oczekiwanie w kolejce, pomimo dwóch osób przed nami. Samo badanie nic nie wykazało, płuca czyste, gardełko w porządku, dziecko zdrowe, matka szczęśliwa, babcia może wracać do rosołu, a tata do pracy. 
Ale, ale! Za piękne być nie może. Pani doktor zleciła badanie krwi i moczu, żebyśmy mogli opuścić szpital wiedząc że niunia jest na pewno zdrowa. Trzy godziny oczekiwania na wyniki, trudno, damy radę.
Największe wyrzuty sumienia miałam po tym, jak zobaczyłam jak wygląda pobieranie krwi. Płacz i krzyk to sprawy oczywiste, ale nieumiejętność wbicia się w żyłę i aroganckie zachowanie pielęgniarek były dla mnie doświadczeniem już nie do zaakceptowania. Pytania typu "a gdzie babcia dziecka? Nie wie jak się z dzieckiem postępuje?", "z taką temperaturą do lekarza?" kwitowane były ich wzajemnym śmiechem. Pobieranie krwi trwało chyba pięć najdłuższych minut w moim życiu. 
Ta sytuacja nauczyła mnie żeby wybrać lekarza pierwszego kontaktu, takiego do którego można zadzwonić kiedy coś się dzieje. Nie żaden szpital. To po pierwsze. Po drugie - 38 stopni u niemowlaka nie jest powodem do jechania do lekarza. Przy 39 stopniach można podać lekarstwo na zbicie temperatury oraz należy dziecko obserwować. 
Nie wiedziałam o tym wszystkim wcześniej, a jak wiadomo, dopóki się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. Szkoda, że wisienką na torcie bywa przykre zachowanie ze strony osób do których chcemy mieć zaufanie, na to niestety nigdy nie będziemy mieć wpływu.

Łóżeczko do odstawki

Amelka regularnie spała w swoim łóżeczku. Każdej nocy od godziny 22 do 5 rano, potem zabierałam ją do siebie i dosypiałyśmy razem. Byłam dumna jak paw, "moje dziecko śpi w łóżeczku" - zawsze opowiadałam. Któregoś wieczora, bajka się skończyła i Amelka rozpoczęła protest przeciwko łóżeczku. Do dziś nie udało mi się jej przekonać do spania u siebie, minęło chyba 5 miesięcy! 
Polubiłam wspólne spanie, jest wygodne, nie trzeba wstawać do karmienia, poza tym niunia jest taka słodka, że nie chce się jej opuszczać. Malutka też przyzwyczaiła się do łóżka, zmienia pozycje, zajmuje większość miejsca, i świadomie już łapie pierś kiedy ma ochotę. 
Pozwoliłam jej ze sobą wygrać, teraz będę musiała zacząć walczyć. Nie wiem jeszcze jak.



Brak raczkowania

Amelia ma ponad 8,5 miesiąca i jeszcze nie raczkuje - od niedawna utrzymuje się ma czworaka ale nie umie uruchomić napędu 4x4. Wiem, że terminowo nie ma tragedii ale niektóre dzieciaki w jej wieku potrafią już ustać na nogach! (Chyba że ich rodzice ściemniają) Czuję się winna tej sytuacji. Codziennie chwilę pracuję - do dwóch godzin, poza tym zwykłe czynności jak gotowanie i sprzątanie zmuszały mnie do tego żeby niunię zostawiać obok siebie w leżaczku, albo w łóżeczku w którym się nie przemieszczała. Za krótko w ciągu dnia miała wolną przestrzeń na ćwiczenia. Ocknęłam się niecały miesiąc temu i zaczęłam budować małej plac manewrowy na dywanie. Koc, poduszki, zabawki. Widzę postępy, Amelka sama siedzi, stoi na czworaka i czołga się. Wszystkiego nauczyła się podczas dziewiątego miesiąca życia. 

Jestem ciekawa co życie przyniesie dalej i mam nadzieję, że moja nauka bycia mamą będzie umiarkowanie bolesna, a przede wszystkim radosna jak do tej pory.
A jakie były Wasze błędy, których na pewno więcej nie popełnicie?