Dokarmianie mlekiem modyfikowanym - to nie porażka

Karmienie córki okazało się być dla mnie najtrudniejszym wyzwaniem w nowej roli. Trudne do tego stopnia, że wydawało mi się że nie sprawdzam się w roli mamy ani trochę.



Bardzo długo zbierałam się w sobie, aby napisać ten post, a zainspirowana zostałam oczywiście przez media społecznościowe, w których spotkałam się z brakiem akceptacji a nawet hejtem odnośnie dokarmiania niemowlęcia mlekiem modyfikowanym.
Nie jestem lekarzem ani doradcą laktacyjnym, nie mam profesjonalnej wiedzy na temat karmienia. Czytałam wiele artykułów i brałam udział w dyskusjach, a swoimi przemyśleniami i doświadczeniem chcę podzielić się tutaj, trochę dla wsparcia młodych mam, trochę dla siebie.

W przypadku pojawienia się problemów z  naturalnyn karmieniem, na początek najlepiej sięgnąć po profesjonalną pomoc na przykład do doradcy laktacyjnego. Nie polecam szukania informacji i pomocy w sieci.

Nasza sytuacja pokrótce.
Amelka przyszła na świat przez cesarskie cięcie i butelkę z mm dostała w szpitalu na polecenie lekarza. Cesarka to prawdopodobnie główna przyczyna moich problemów z karmieniem piersią, a tych było mnóstwo. Pozwolę sobie jednak pominąć szczegóły. Wolę zostawić je dla siebie, bo i tak każda mama będzie miała inną, jedyną w swoim rodzaju sytuację.

O karmienie samą piersią bez konieczności dokarmiania butelką walczyłam około dwóch miesięcy na wiele sposobów i tą walkę przegrałam. Jestem pewna, że Amelka ze względu na komfort picia z butelki, w pewnym stopniu odrzuciła mleko mamy. Przegraną traktowałam jako największą porażkę mojego życia - nie przesadzam. A głównym moim sprzymierzeńcem w poczuciu beznadziei był internet.
Szukałam rad na forach, grupach na facebook'u, na blogach i z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem moje samopoczucie się pogarszało, a nowa rola mamy zaczęła mnie przerażać i nie przynosiła mi radości. A przecież tak bardzo czekałam, najpierw na dwie kreski na teście ciążowym, później na poród, jak na coś najpiękniejszego na świecie!

"Jak matka daje butlę, to normalne, że dziecko nie chce piersi"

Na początek warto wspomnieć, że o podaniu butelki najczęściej decyduje lekarz.
Są mamy, które dały radę odstawić jedzenie z butelki całkowicie, nie przeczę. Posłuchałam ich rad i próbowałam nie podawać Amelce butelki dwa dni, praktycznie cały czas trzymałam ją przy piersi. Takich dwudniowych prób było trzy.
To były najbardziej męczące dni i chwile odkąd malutka przyszła na świat, zarówno dla niej jak i dla mnie, ale też dla innych bliskich nam osób.
Po podanej butelce mogłam odpocząć, a na buzi Amelki pojawił się uśmech, ale też sen, bo przecież ile można znosić prób i płaczu. Między karmieniami butelką, matka  spokojnie mogła karmić piersią.

"Co to za pójście na łatwiznę z tym dokarmianiem?"
oraz
"Naokoło wszędzie matki które karmią z butelki, co za lenistwo!"

Jeżeli wybór spokoju mojego i dziecka, zamiast maltretowania piersią, z której nie chce jeść to pójście na łatwiznę to jestem jak najbardziej za taką formą ułatwiania sobie życia. Pomijając fakt, że jest to również ulga przy bolesnych problemach z brodawkami, które krwawią od nie prędko gojących się ran.

"Dokarmianie zaburza laktację"

Jak już wspominałam, nie mam specjalistycznej wiedzy na ten temat. Jednak dla mnie osobiście to tylko teoria, która nie sprawdza się w praktyce. Trwa szósty  miesiąc życia Amelki, pokarmu wciąż mam sporo i nie sądzę aby zanosiło się na koniec karmienia. Pozbyłam się bólu, przystawianie stało się ogromną przyjemnością i trwa tak samo, bez żadnych zmian.

"Jak zgłodnieje to zje"

Niestety nie. Też tego próbowałam. Myślałam, że jak Amelka będzie naprawdę głodna to nie będzie walczyć z piersią, tylko łapczywie zje i nie trzeba będzie podawać butli. Zamiast tego był ogromny głód, ogromny płacz i narastający stres. A potem...

"Uspokój dziecko, to zje"

Dziecko przy karmieniu powinno być spokojne, żeby uniknąć zachłyśnięcia. Dziecko odrzucające pierś pomimo głodu bardzo płacze i sytuacja się pogarsza wraz z coraz bardziej pustym brzuszkiem. Chce zjeść szybko i już, a nawet więcej, musi zjeść! Butelka zawsze pomagała mi zaspokoić pierwszy głód Amelki, później dopiero mogłam spokojnie dokarmić piersią. Uspokajanie płaczącej małej na rzecz samej piersi mogłoby trwać w nieskończoność i pogarszałoby sytuację.

"Ja nie pozwoliłam w szpitalu dokarmić butelką mimo spadku wagi, i wygrałam, karmię tylko piersią!"

Z jednej strony zazdroszczę efektu i gratuluję że dziecko je zdrowo, z drugiej wzdrygam się na myśl, że moje dziecko na początku życia gwałtownie spada z wagi, a ja ambitnie nie pozwalam mu się najeść, niezgodnie z zaleceniem lekarza, żeby spełnić swoją ambicję karmienia piersią. Nie bez powodu istnieją pewne zalecenia, kiedy noworodkowi należy podać mm. To fantastyczne, że niektórym kobietom udaje się wyjść na prostą z samą piersią. Jednak moje sumienie i lęk o zdrowie maleństwa mi na to nie pozwoliło. I nie żałuję, mimo załamania przez które przeszłam.

"Mleko modyfikowane to zapychacz"

To stresujący komentarz dla mamy, która bardzo przejmuje się tym, że ma problemy z karmieniem piersią. Mleko modyfikowane to pokarm zawierający składniki, dzięki którym dziecko zdrowo rośnie. I zdrowo wyrośnie!
Zapychaczami częstujemy się my, dorośli, stołując się w fast food'ach

"Karmienie piersią jest takie wspaniałe!"

Moim zdaniem to najlepsza rzecz i uczucie pod słońcem. Bardzo zachęcam do walki o to, i do nie poddawania się w razie problemów. Jest to sama przyjemność i samo zdrowie dla naszych dzieci i nas samych.
Ale nie za wszelką cenę!
Na karmienie samą piersią jest za duży nacisk. Laktoterror rośnie w siłę.
Dziś dla mnie najważniejszy jest spokój, który osiągnęłam po wprowadzeniu regularnego trybu podawania butelki. Odkąd przestałam nas katować "dla dobra", obie z Amelką jesteśmy spokojne i szczęśliwe. Odkryłam, że moje dziecko uwielbia się śmiać. Nie wiedziałam o tym, kiedy walczyłam o wyrzucenie butelki z naszego życia. Byłam zbyt zajęta spełnianiem swojej ambicji, które potęgowały liczne artykuły i komentarze matek karmiących samą piersią. Bo chciałam dobrze, chciałam być mamą, a nie "matką co daje butlę". Efekt był zupełnie odwrotny.

Droga mamo, jeżeli u Ciebie miała miejsce podobna sytuacja jak u mnie, jeżeli nie pomógł Ci specjalista i jesteś coraz 9bardziej zdenerwowana problemem z karmieniem, odpuść. Podanie butelki to nie jest podanie trucizny, nie spowoduje u dziecka chorób, bólu ani cierpienia. Ciesz się chwilą i maleństwem, które naprawdę szybko wyrośnie i lada moment powie "daj spokój, mamo..."