Pierwsza ciąża – oczekiwania vs rzeczywistość

Pierwsza ciąża – planowana lub nie, zwiastuje całkowity, życiowy armageddon. Być może wiele z nas wyobrażając sobie ten stan po raz pierwszy widzi całkowitą apokalipsę. Rosnący brzuch, zmieniające się ciało, wymioty, omdlenia, złe samopoczucie, brak odpowiednich ubrań, niekończąca się lista wyprawkowa (tyyyyle trzeba kupić?!), wyobrażenia o ciągłym braku pieniędzy, za małe mieszkanie – przeprowadzka! Kredyt! Jak my sobie z tym wszystkim poradzimy?
Poniżej kilka moich spostrzeżeń z ostatnich siedmiu miesięcy – z pierwszej, planowanej ciąży.





Dobre dobrego początki
O tym, że każda ciąża jest inna słyszałam wiele razy. Co to jednak znaczy „inna”? Przede wszystkim, ciąża wcale nie musi oznaczać kilkumiesięcznych problemów ze zwracaniem zawartości żołądka. Z moich obserwacji wynika również, że nieprawdą jest, że brak wymiotów oznacza brak odpowiednich hormonów w organizmie. Piszę to ku przestrodze, gdyby któraś z czytelniczek z początkiem ciąży natknęła się na te same fora i artykuły w sieci co ja, i tak samo jak ja wpadłaby w niepotrzebną spiralę stresu. Czasami od samego czytania zawartości internetu może zrobić się niedobrze.
Z ujrzeniem dwóch kresek na teście, byłam przekonana, że w najbliższym czasie będę miała przerąbane JA oraz wszystkie osoby mnie otaczające. Już widziałam oczami wyobraźni jak wybiegam ze sklepu porzucając zakupy, żeby nie ofajdać pani stojącej przede mną w kolejce. Nic takiego nigdy nie miało miejsca! Ani w moim przypadku, ani w przypadku wielu innych mam.

Ciąża to nie choroba!
Znienawidziłam to zdanie z całego serca. Oczywiście, że ciąża to nie choroba ale stan, który może być do niej podobny. Serce pracuje na większych obrotach, ciężej się oddycha, z czasem przychodzi ból kręgosłupa. Miałam nieprzyjemność zasłabnąć tylko raz, kilka razy zdarzyło mi się poczuć gorzej stojąc w kolejce sklepowej. Gdybym odważyła się poprosić o ustąpienie mi miejsca i usłyszałabym ten tekst, czyjś nos by na tym ucierpiał.

No właśnie, kolejki i prawa kobiet w stanie błogosławionym. Dopiero w siódmym miesiącu nabrałam odwagi i przy kasach uprzywilejowanych kobietom w ciąży i osobom niepełnosprawnym, zaczęłam prosić o ustąpienie mi miejsca. Nigdy nie mogę wyjść z podziwu, ile przy takiej kasie stoi osób NIE w ciąży i NIE niepełnosprawnych! Reakcje z jakimi się spotkałam:
  • ustąpienie miejsca przez mężczyzn - bez problemu
  • ustąpienie miejsca przez kobiety – zaczynają się schody. Dwie panie ze zdziwieniem spytały mnie, z jakiego powodu miały by mnie przepuścić. Pokazując na brzuch i znaczek przy kasie, panie stwierdziły, że ciąży po mnie nie widać (no dziękuję! W końcu brzuch płaski jak deska)
Zakupy to dla mnie najmniej przyjemna czynność jaką muszę na co dzień wykonywać.

Internety to zło
Na początku, zapisałam się do grup wsparcia na fejsiku oraz wertowałam artykuły na popularnych portalach dla mam. I wniosek jest taki: czytanie internetu grozi stresem, nieprzespanymi nocami i kłótniami z mężem.
  • co ty mi kupiłeś! Nie mogę jeść szprotek, są wędzone, dziecko będzie chore!
Dopiero lekarz mi wytłumaczył, że przykładowo szprotki w oleju, mogą zaszkodzić mojemu żołądkowi, a nie dziecku. Ponieważ nigdy mi nie zaszkodziły, jem je tak samo chętnie jak przed ciążą. Nigdy więcej nie pytałam internetów o jedzenie, czy jakieś symptomy, bo zawsze okazywało się że mam pięć odmian śmiertelnych chorób, albo co najmniej 80% szans na piętnaście innych.
Wycofałam się też z facebook'owych grup poświęconych mamusiom rodzącym w tym samym terminie. Z każdym rzuceniem oka na tablicę, czytałam posty pełne przerażenia i histerii, bo „malucha nie czuć od godziny, jadę do szpitala sprawdzić co się dzieje”. Nie dajmy się zwariować! Stres szkodzi bardziej niż cokolwiek, a przyszłe matki z fejsa stresują i siebie i innych. To, jakie jeszcze rzeczy przeczytałam zostawię dla siebie, bo niektóre informacje są przerażające. Nie mogę zrozumieć publikowania pięknie zaprojektowanych grafik informacyjnych, sugerujących takie efekty ciąży jak śmierć. W jakich okolicznościach nie napiszę. W razie wątpliwości, lęków odnośnie przebiegu ciąży pytam tylko i wyłącznie lekarza i polecam to każdej przyszłej mamie.



Wyprawka – załamka
Bardzo długo motałam się z podjęciem decyzji o zakupach dla małej. Podeszłam do tego ambitnie i wszystko chciałam kupić sama. W dużej mierze tak się stało. Najpierw podjęłam decyzję o zakupie nowego wózka. Później zmieniłam zdanie i stwierdziłam, że kupię używany i zaczęłam się kontaktować z osobami, które chciały sprzedać wózki po swoich dzieciach. Po jakimś czasie, w końcu, został kupiony nowy wózek. Nie dość, że nowy sam w sobie – to model z tego roku! Masserati wśród wózków. I tak się to potoczyło odnośnie całej wyprawki z wyjątkiem ciuszków – tutaj nowe mieszają się z używanymi, większość kupione na miejscowym targu. Dziecko za szybko rośnie, żeby przejmować się ubrankami.
Dlaczego postawiłam na same nowości? Bo w przyszłości będziemy planować jeszcze większe powiększenie rodziny, i wszystko, co kupione jest teraz, zostanie dla drugiego malucha. Dlatego postawiłam na neutralne kolory większych, stałych przedmiotów oraz na dobre marki.
Kwestia finansowa – wiadomo, odczuwalna, ale nie było tak strasznie jak liczyłam z początku. Policzyłam miesiące, zrobiłam listę i zarządziłam budżet na każdy jeden miesiąc – tak, żeby nie było za dużo, ani za mało. Z początkiem nowego miesiąca, realizowałam zakupy, nie przekraczając określonej sumy. Takim sposobem mam już wszystko z wyjątkiem kosmetyków, a osobisty portfel jest w całkiem niezłym stanie.



O tym etapie życia mogłabym pisać w nieskończoność. Jest jeszcze tyle kwestii, w których zaszły zmiany i którymi bardzo chcę się podzielić!
Reasumując moje dzisiejsze przemyślenia wiem jedno – nie bójmy się i nie sprawiajmy sobie same stresu. Mamy swoje prawa o których warto pamiętać i swoje obowiązki, o których powie nam lekarz. Jeżeli zaglądać do sieci po rady, to tylko do sprawdzonych blogerek, mam wykonujących zawód lekarza.

Ciąża to szczególny czas, podczas którego jesteśmy najważniejsze – również dla samych siebie. Dlatego traktujmy się najlepiej jak potrafimy.