Błędy młodej mamy - co tam u nas słychać?

Błędy młodej mamy - co tam u nas słychać?

Nie było mnie tu tak długo, że zaczęłam odczuwać niepokój, jakbym zaniedbała ważną dla mnie osobę. 
Prawdopodobnie nie uda mi się prowadzić bloga z wymarzoną regularnością, dlatego każdy post postaram się pisać z największą starannością. No, może nie aż taką, żeby rymować w każdym zdaniu 😉



Ostatnie miesiące były pracowite, intensywne i pouczające.

W tym roku będziemy się przeprowadzać do własnego domu,  a właściwie wrócimy do miejsca, w którym się wychowałam. Remontujemy dom, w którym jak myślę, zostaniemy na zawsze. Za mną pierwsze projekty, przede mną kolejne szlify, a cały czas towarzyszy mi radość i podekscytowanie.

Mimo tych wielkich zmian, najwięcej się dzieje w mojej "strefie mamy" - Amelka rośnie, poznaje świat, jest coraz mądrzejsza, a ja nabieram nowego doświadczenia dzięki licznym błędom, które ciągle popełniam. Kiedy wydaje mi się, że wyczerpałam limit popełnionych błędów, okazuje się że przede mną wyrasta kolejna góra!



Przede wszystkim lekarz

Za nami pierwszy stres dotyczący zdrowia Amelki. 38,3 stopni gorączki, przerażenie i histeria! Gdzie szukać pomocy, po kogo dzwonić?! Karetka, pogotowie i FBI na nogach, tata małej przyjechał z pracy, babcia również porzuciła gotowanie rosołu, żeby być przy nas. Ze stoickim spokojem zadzwoniłam do przychodni, aby się dowiedzieć, że nikt nie może nas teraz przyjąć. Obrałam kierunek szpital. To był bardzo duży błąd. 
Najpierw konsultacja z lekarzem, czy w ogóle nas przyjmie - odpowiedź pozytywna. Potem było bardzo długie oczekiwanie w kolejce, pomimo dwóch osób przed nami. Samo badanie nic nie wykazało, płuca czyste, gardełko w porządku, dziecko zdrowe, matka szczęśliwa, babcia może wracać do rosołu, a tata do pracy. 
Ale, ale! Za piękne być nie może. Pani doktor zleciła badanie krwi i moczu, żebyśmy mogli opuścić szpital wiedząc że niunia jest na pewno zdrowa. Trzy godziny oczekiwania na wyniki, trudno, damy radę.
Największe wyrzuty sumienia miałam po tym, jak zobaczyłam jak wygląda pobieranie krwi. Płacz i krzyk to sprawy oczywiste, ale nieumiejętność wbicia się w żyłę i aroganckie zachowanie pielęgniarek były dla mnie doświadczeniem już nie do zaakceptowania. Pytania typu "a gdzie babcia dziecka? Nie wie jak się z dzieckiem postępuje?", "z taką temperaturą do lekarza?" kwitowane były ich wzajemnym śmiechem. Pobieranie krwi trwało chyba pięć najdłuższych minut w moim życiu. 
Ta sytuacja nauczyła mnie żeby wybrać lekarza pierwszego kontaktu, takiego do którego można zadzwonić kiedy coś się dzieje. Nie żaden szpital. To po pierwsze. Po drugie - 38 stopni u niemowlaka nie jest powodem do jechania do lekarza. Przy 39 stopniach można podać lekarstwo na zbicie temperatury oraz należy dziecko obserwować. 
Nie wiedziałam o tym wszystkim wcześniej, a jak wiadomo, dopóki się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. Szkoda, że wisienką na torcie bywa przykre zachowanie ze strony osób do których chcemy mieć zaufanie, na to niestety nigdy nie będziemy mieć wpływu.

Łóżeczko do odstawki

Amelka regularnie spała w swoim łóżeczku. Każdej nocy od godziny 22 do 5 rano, potem zabierałam ją do siebie i dosypiałyśmy razem. Byłam dumna jak paw, "moje dziecko śpi w łóżeczku" - zawsze opowiadałam. Któregoś wieczora, bajka się skończyła i Amelka rozpoczęła protest przeciwko łóżeczku. Do dziś nie udało mi się jej przekonać do spania u siebie, minęło chyba 5 miesięcy! 
Polubiłam wspólne spanie, jest wygodne, nie trzeba wstawać do karmienia, poza tym niunia jest taka słodka, że nie chce się jej opuszczać. Malutka też przyzwyczaiła się do łóżka, zmienia pozycje, zajmuje większość miejsca, i świadomie już łapie pierś kiedy ma ochotę. 
Pozwoliłam jej ze sobą wygrać, teraz będę musiała zacząć walczyć. Nie wiem jeszcze jak.



Brak raczkowania

Amelia ma ponad 8,5 miesiąca i jeszcze nie raczkuje - od niedawna utrzymuje się ma czworaka ale nie umie uruchomić napędu 4x4. Wiem, że terminowo nie ma tragedii ale niektóre dzieciaki w jej wieku potrafią już ustać na nogach! (Chyba że ich rodzice ściemniają) Czuję się winna tej sytuacji. Codziennie chwilę pracuję - do dwóch godzin, poza tym zwykłe czynności jak gotowanie i sprzątanie zmuszały mnie do tego żeby niunię zostawiać obok siebie w leżaczku, albo w łóżeczku w którym się nie przemieszczała. Za krótko w ciągu dnia miała wolną przestrzeń na ćwiczenia. Ocknęłam się niecały miesiąc temu i zaczęłam budować małej plac manewrowy na dywanie. Koc, poduszki, zabawki. Widzę postępy, Amelka sama siedzi, stoi na czworaka i czołga się. Wszystkiego nauczyła się podczas dziewiątego miesiąca życia. 

Jestem ciekawa co życie przyniesie dalej i mam nadzieję, że moja nauka bycia mamą będzie umiarkowanie bolesna, a przede wszystkim radosna jak do tej pory.
A jakie były Wasze błędy, których na pewno więcej nie popełnicie?
Dom dla dużej rodziny - jaki wybrać?

Dom dla dużej rodziny - jaki wybrać?


Własne cztery kąty to marzenie każdego z nas, a także konieczność gdy rodzina się powiększa. Stajemy przed dylematem - kupić, czy wynająć, dom czy mieszkanie? Mnóstwo pytań, wiele wątpliwości i coraz dłuższa lista spraw do załatwienia, jeżeli już podejmujemy działanie.

 Fot.; Pixabay

Moja obecna sytuacja wkrótce będzie wymagała dużych zmian, a za kilka lat te zmiany będą musiały być jeszcze większe.
Obecnie mieszkam z mężem i naszą półroczną córeczką we własnym, trzydziestometrowym mieszkaniu w którym nie ma miejsca na kąt dla dziecka. Amelka jest mała, więc póki co nie stanowi to problemu. Druga, istotna sprawa jest taka, że moja mama mieszka sama w całkiem dużym domu. Niby łatwa sprawa - powinniśmy się do niej przeprowadzić. Takie rozwiązanie nie ma żadnych wad, poza jedną - nie chcemy razem mieszkać. Kochamy się, lubimy i szanujemy, ale nie chcemy dzielić jednej kuchni, stołu, salonu, tarasu w ogródku na co dzień. Zamiana miejscami także nie wchodzi w grę. Mama kocha swój ogród, kominek i przyzwyczajenia. Bo dom, to nie tylko ściany i instalacje, które można zamieniać jak rękawiczki.

Nasza sytuacja mieszkaniowa jest dziwna. Wszyscy mamy własny kąt ale brakuje nam dopasowania. Dlatego trzeba znaleźć rozsądne rozwiązanie, które zaspokoi potrzeby nas wszystkich. Rozwiązanie, które będzie całkowicie możliwe do wykonania za kilka lat - sprzedać obecny dom i wybudować nowy. Rozmawiamy o najlepszym pomyśle, jakim jest dom w zabudowie bliźniaczej.

Od czasu do czasu przeglądam projekty, inspiracje i szukam rozwiązań, które zaspokoją potrzeby trzy, potem mam nadzieję czteroosobowej rodziny wraz ze zwierzętami, oraz jednej osoby również ze zwierzakiem. Musi być to projekt, który spełni całkowicie odmienne oczekiwania. Nie za duży i nie za mały, umożliwiający mieszkanie razem, ale osobno.

Na dziś zapisałam sobie jeden projekt, który wpadł mi w oko. Jest to projekt domu w zabudowie bliźniaczej, o nowoczesnej linii Aviator 4. Urzekła mnie prosta, nowoczesna linia, która mimo to przywodzi na myśl ciepły dom.

Projekt domu Aviator 4 WRN1391


Cała bryła budynku oraz rozplanowanie wnętrz odpowiadają naszym wymaganiom. Zbudowany w technologii murowanej, ze spadzistym dachem, w stylu nowoczesnym, posiada garaże – ważny dla nas aspekt, oraz tarasy – również ważna i przyjemna cecha naszego wymarzonego domu.

Projekt domu Aviator 4 WRN1391


Części mieszkalne są idealne dla jednej dużej rodziny, która chce mieszkać osobno, ale blisko siebie. Na parterze pokój dzienny połączony z częścią jadalnianą i przestronną kuchnią sprawdzi się, gdy chce się rzucić oko na bawiące się dzieci podczas gotowania obiadu. Dodatkowy pokój może być biurem dla rodziców prowadzących działalność. Bezpiecznie usytuowane schody prowadzą na piętro, w którym mamy dodatkową łazienkę i pokoje z przeznaczeniem na sypialnię oraz pokoje dla dzieci.

Projekt domu Aviator 4 WRN1391


Druga część jest taka sama i z początku może się wydawać, że dla jednej osoby taka powierzchnia i ilość pomieszczeń jest za duża. Jest to sprawa indywidualna – posiadamy sporą rodzinę również za granicą, więc w dodatkowych pokojach na piętrze powstać może pokój gościnny. Swoje miejsce znajdą również osobista biblioteka lub pracownia mamy, która uwielbia szyć.
Wybór jednego domu dla potrzeb dwóch rodzin może wydawać się trudny, ale wydaje mi się że znalazłam model idealny.

Jestem ciekawa opinii osób mieszkających w tak zwanych „bliźniakach”, co sądzicie o takim rozwiązaniu?

Dokarmianie mlekiem modyfikowanym - to nie porażka

Dokarmianie mlekiem modyfikowanym - to nie porażka

Karmienie córki okazało się być dla mnie najtrudniejszym wyzwaniem w nowej roli. Trudne do tego stopnia, że wydawało mi się że nie sprawdzam się w roli mamy ani trochę.



Bardzo długo zbierałam się w sobie, aby napisać ten post, a zainspirowana zostałam oczywiście przez media społecznościowe, w których spotkałam się z brakiem akceptacji a nawet hejtem odnośnie dokarmiania niemowlęcia mlekiem modyfikowanym.
Nie jestem lekarzem ani doradcą laktacyjnym, nie mam profesjonalnej wiedzy na temat karmienia. Czytałam wiele artykułów i brałam udział w dyskusjach, a swoimi przemyśleniami i doświadczeniem chcę podzielić się tutaj, trochę dla wsparcia młodych mam, trochę dla siebie.

W przypadku pojawienia się problemów z  naturalnyn karmieniem, na początek najlepiej sięgnąć po profesjonalną pomoc na przykład do doradcy laktacyjnego. Nie polecam szukania informacji i pomocy w sieci.

Nasza sytuacja pokrótce.
Amelka przyszła na świat przez cesarskie cięcie i butelkę z mm dostała w szpitalu na polecenie lekarza. Cesarka to prawdopodobnie główna przyczyna moich problemów z karmieniem piersią, a tych było mnóstwo. Pozwolę sobie jednak pominąć szczegóły. Wolę zostawić je dla siebie, bo i tak każda mama będzie miała inną, jedyną w swoim rodzaju sytuację.

O karmienie samą piersią bez konieczności dokarmiania butelką walczyłam około dwóch miesięcy na wiele sposobów i tą walkę przegrałam. Jestem pewna, że Amelka ze względu na komfort picia z butelki, w pewnym stopniu odrzuciła mleko mamy. Przegraną traktowałam jako największą porażkę mojego życia - nie przesadzam. A głównym moim sprzymierzeńcem w poczuciu beznadziei był internet.
Szukałam rad na forach, grupach na facebook'u, na blogach i z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem moje samopoczucie się pogarszało, a nowa rola mamy zaczęła mnie przerażać i nie przynosiła mi radości. A przecież tak bardzo czekałam, najpierw na dwie kreski na teście ciążowym, później na poród, jak na coś najpiękniejszego na świecie!

"Jak matka daje butlę, to normalne, że dziecko nie chce piersi"

Na początek warto wspomnieć, że o podaniu butelki najczęściej decyduje lekarz.
Są mamy, które dały radę odstawić jedzenie z butelki całkowicie, nie przeczę. Posłuchałam ich rad i próbowałam nie podawać Amelce butelki dwa dni, praktycznie cały czas trzymałam ją przy piersi. Takich dwudniowych prób było trzy.
To były najbardziej męczące dni i chwile odkąd malutka przyszła na świat, zarówno dla niej jak i dla mnie, ale też dla innych bliskich nam osób.
Po podanej butelce mogłam odpocząć, a na buzi Amelki pojawił się uśmech, ale też sen, bo przecież ile można znosić prób i płaczu. Między karmieniami butelką, matka  spokojnie mogła karmić piersią.

"Co to za pójście na łatwiznę z tym dokarmianiem?"
oraz
"Naokoło wszędzie matki które karmią z butelki, co za lenistwo!"

Jeżeli wybór spokoju mojego i dziecka, zamiast maltretowania piersią, z której nie chce jeść to pójście na łatwiznę to jestem jak najbardziej za taką formą ułatwiania sobie życia. Pomijając fakt, że jest to również ulga przy bolesnych problemach z brodawkami, które krwawią od nie prędko gojących się ran.

"Dokarmianie zaburza laktację"

Jak już wspominałam, nie mam specjalistycznej wiedzy na ten temat. Jednak dla mnie osobiście to tylko teoria, która nie sprawdza się w praktyce. Trwa szósty  miesiąc życia Amelki, pokarmu wciąż mam sporo i nie sądzę aby zanosiło się na koniec karmienia. Pozbyłam się bólu, przystawianie stało się ogromną przyjemnością i trwa tak samo, bez żadnych zmian.

"Jak zgłodnieje to zje"

Niestety nie. Też tego próbowałam. Myślałam, że jak Amelka będzie naprawdę głodna to nie będzie walczyć z piersią, tylko łapczywie zje i nie trzeba będzie podawać butli. Zamiast tego był ogromny głód, ogromny płacz i narastający stres. A potem...

"Uspokój dziecko, to zje"

Dziecko przy karmieniu powinno być spokojne, żeby uniknąć zachłyśnięcia. Dziecko odrzucające pierś pomimo głodu bardzo płacze i sytuacja się pogarsza wraz z coraz bardziej pustym brzuszkiem. Chce zjeść szybko i już, a nawet więcej, musi zjeść! Butelka zawsze pomagała mi zaspokoić pierwszy głód Amelki, później dopiero mogłam spokojnie dokarmić piersią. Uspokajanie płaczącej małej na rzecz samej piersi mogłoby trwać w nieskończoność i pogarszałoby sytuację.

"Ja nie pozwoliłam w szpitalu dokarmić butelką mimo spadku wagi, i wygrałam, karmię tylko piersią!"

Z jednej strony zazdroszczę efektu i gratuluję że dziecko je zdrowo, z drugiej wzdrygam się na myśl, że moje dziecko na początku życia gwałtownie spada z wagi, a ja ambitnie nie pozwalam mu się najeść, niezgodnie z zaleceniem lekarza, żeby spełnić swoją ambicję karmienia piersią. Nie bez powodu istnieją pewne zalecenia, kiedy noworodkowi należy podać mm. To fantastyczne, że niektórym kobietom udaje się wyjść na prostą z samą piersią. Jednak moje sumienie i lęk o zdrowie maleństwa mi na to nie pozwoliło. I nie żałuję, mimo załamania przez które przeszłam.

"Mleko modyfikowane to zapychacz"

To stresujący komentarz dla mamy, która bardzo przejmuje się tym, że ma problemy z karmieniem piersią. Mleko modyfikowane to pokarm zawierający składniki, dzięki którym dziecko zdrowo rośnie. I zdrowo wyrośnie!
Zapychaczami częstujemy się my, dorośli, stołując się w fast food'ach

"Karmienie piersią jest takie wspaniałe!"

Moim zdaniem to najlepsza rzecz i uczucie pod słońcem. Bardzo zachęcam do walki o to, i do nie poddawania się w razie problemów. Jest to sama przyjemność i samo zdrowie dla naszych dzieci i nas samych.
Ale nie za wszelką cenę!
Na karmienie samą piersią jest za duży nacisk. Laktoterror rośnie w siłę.
Dziś dla mnie najważniejszy jest spokój, który osiągnęłam po wprowadzeniu regularnego trybu podawania butelki. Odkąd przestałam nas katować "dla dobra", obie z Amelką jesteśmy spokojne i szczęśliwe. Odkryłam, że moje dziecko uwielbia się śmiać. Nie wiedziałam o tym, kiedy walczyłam o wyrzucenie butelki z naszego życia. Byłam zbyt zajęta spełnianiem swojej ambicji, które potęgowały liczne artykuły i komentarze matek karmiących samą piersią. Bo chciałam dobrze, chciałam być mamą, a nie "matką co daje butlę". Efekt był zupełnie odwrotny.

Droga mamo, jeżeli u Ciebie miała miejsce podobna sytuacja jak u mnie, jeżeli nie pomógł Ci specjalista i jesteś coraz 9bardziej zdenerwowana problemem z karmieniem, odpuść. Podanie butelki to nie jest podanie trucizny, nie spowoduje u dziecka chorób, bólu ani cierpienia. Ciesz się chwilą i maleństwem, które naprawdę szybko wyrośnie i lada moment powie "daj spokój, mamo..."
Projektowanie pokoju dziecka... u boku dziecka

Projektowanie pokoju dziecka... u boku dziecka

Praca z maluchem na rękach nabrała zupełnie nowego wymiaru. Nic nie jest takie jak było, a zwłaszcza takie jak "miało być". 



Jako świeżo upieczona mama planowałam pierwszy rok życia córki poświęcić tylko nam i wszystko inne odłożyć na bok. Okazało się być to niemożliwe w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Dziecko daje kopa, macierzyństwo uczy organizacji, zarządzania czasem i niezłego kombinowania. Dlaczego więc miałabym dać sobie spokój i przestać się rozwijać?

Treści na bloga piszę teraz na telefonie gdy malutka się bawi albo gdy ją karmię. Używanie klawiatury komputerowej jest bardzo wymagające przy małym dziecku, więc mam nadzieję, że taki sposób przywróci bloga choć częściowo do życia. Dziękuję za aplikacje do pisania!

Na początek po dłuższej przerwie temat łatwy i przyjemny. Mała inspiracja i moja ostatnia aranżacja pokoju dziewczynki, nad którą pracowałam podczas popołudniowych drzemek małej.






Różowy pokój w stylu klasycznym z użyciem mebelków Bellamy z kolekcji Ines. Fotel dla mamy idealny na początkowy etap, aby później na jego miejscu stanął stolik do rysowania, potem biurko. Zabudowa pod przeciwległą ścianą to projekt własny, szafa trzydrzwiowa, dwustronny regał z siedziskiem i dostępem do tablicy do mazania.

Każdy projekt staram się robić z myślą o łatwych zmianach w przyszłości. Jestem przeciwna łóżkom w kształcie aut i mocnym motywom jakiegoś bohatera, bo dzieciom wszystko szybko się nudzi a kupowanie czy zamawianie mebli do tanich nie należy.

Amelka jeszcze nie ma swojego pokoju, nie ma nawet swojego kącika - szewc bez butów chodzi!
Dopiero za rok lub nawet więcej będę mogła urządzić jej swój malutki świat, który na pewno nie będzie wymagał wielkich zmian w przyszłości.

Mam nadzieję, że projekt się podoba. Bardzo chętnie również poczytam Wasze uwagi :)
Pomysł na prezent dla niemowlęcia

Pomysł na prezent dla niemowlęcia

Święta zbliżają się wielkimi krokami, wiele z nas już zapewne ma kupione prezenty dla najbliższych albo jest w trakcie gorączkowych poszukiwań. Jako młoda mama dużo zastanawiałam się co sama chciałabym znaleźć w tym roku pod choinką. Moje priorytety całkowicie się zmieniły - nie marzę o gadżetach tylko dla siebie, ani o biżuterii, ani o kosmetykach. Święta to bardzo dobry czas na odciążenie młodych rodziców od maluszkowych zakupów.


Macierzyństwo – oczekiwania vs rzeczywistość

Macierzyństwo – oczekiwania vs rzeczywistość

Dnia 4 października o godzinie 22.16 na świat przyszła Nasza córeczka – Amelka. Staram się znajdować krótkie chwile na aktualizacje bloga. Takie momenty okazały się być bardzo cenne.



Malutka przyszła na świat przez cesarskie cięcie, które było zaplanowane przez moją wadę wzroku najpierw na 12, potem na 9 października, a wyszło inaczej – 4 października musiałam znaleźć się w szpitalu z powodu kolejnych krwawień i lekarze postanowili nie czekać dłużej. Nie wiem czym spowodowane były krwawe incydenty pod koniec ciąży, w każdym razie zanim wszystko się zaczęło, już było wiadomo, że od teraz nic nie będzie takie oczywiste.

W szpitalu spędziłyśmy pięć dni, Amelka miała minimalną żółtaczkę. Urodziła się z wagą 3,5 kg, dostała piękne dziesięć punktów i okazała się być najpiękniejszą dziewczynką jaką w życiu widziałam – tak zapewne mówi każda mama :) Szatynka z wyjątkowo bujną fryzurą, piękna, proporcjonalna buzia, długie (!) nogi, ogromne oczy, śliczne usteczka i często pojawiający się uśmiech. Rzeczywistość okazała się być taka, jak oczekiwania. Jednak muszę przyznać, że bałam się tego jak na nią zareaguję. Czy będę czuła, cierpliwa, dobra, szczęśliwa w roli mamy, czy wręcz przeciwnie – przerażona, z obrzydzeniem i pretensją wykonująca niezbędne czynności. Zawsze kiedy słyszałam, że pojawienie się dziecka to najpiękniejsze wydarzenie pod słońcem, w duchu pukałam się w głowę. Dopiero prawdziwe doświadczenie udowadnia, że to prawda.



Karmienie piersią w rzeczywistości okazało się być zupełnie inne niż oczekiwania. W ciąży byłam bardzo pewna siebie w tej kwestii. Kupowałam ubrania z odpowiednimi dekoltami, rozpinane, rozchylane, takie aby karmiło się łatwo. Z początku, w szpitalu faktycznie karmiłam, ale malutka często płakała, a ja razem z nią ze zmęczenia, stresu i niewiedzy. Miałam mało pokarmu, brodawki zaczęły pękać i krwawić, więc każde kolejne karmienie przynosiło ból i ogromną ilość stresu. Zaczęliśmy dokarmiać mlekiem modyfikowanym, co oznaczało dla mnie kompletną porażkę. Z bólu postanowiłam malutką odsunąć od piersi i ściągać pokarm laktatorem, aby miała chociaż minimalną ilość wartościowego mleka. Taki stan trwał ponad tydzień, do wczoraj. Postanowiłam znowu spróbować swoich sił w karmieniu piersią. Jak do tej pory nie doświadczam bólu, a pokarmu jest chyba coraz więcej. Naturalne karmienie okazało się być sztuką, a nie oczywistością. A ja jestem dumna z mojej córeczki, że nie zamknęła się na kolejne próby mimo, że nauczyła się łatwego jedzenia z butelki.

Prowadzenie domu i zajmowanie się sobą to zgodnie z oczekiwaniami prawdziwy hardcore. Jeszcze nie mam planu działania, ale powoli zacznę go wdrażać. Maleńka szczęśliwie łaskawa jest w nocy. Około 22 zasypia, by o 1 obudzić się na jedzonko, potem około 3 lub 5 na kolejne jedzonko, a potem już rano na kolejne. Śpimy zwykle do 9 – obie. No i od tej pory zaczyna się gadulstwo bo Amelka nie chce spać w dzień i domaga się uwagi. Najszczęśliwsza jest na rączkach, więc mama jest najczęściej głodna, spragniona i nie ma możliwości pozmywania, poukładania, posprzątania, bo jeszcze nie umie poradzić sobie z takim wymagającym maluchem.
O jakim planie działania ja plotłam? A o takim, że zacznę wstawać o 6 rano, razem z mężem. Do tej 9 powinnam mieć wystarczająco dużo czasu na swoje sprawki. I wspólna drzemka w dzień powinna być przyjemniejsza.

Jedna z najbardziej stresujących dla mnie spraw – jak na malucha zareaguje kot. Kot – oczko w naszych głowach. Bałam się z jego strony agresji, zazdrości, albo alergii u małej. Na szczęście wszystko przebiega bardzo pozytywnie, chociaż łatwo nie było. Nasz przyjaciel przez pierwsze kilka dni intensywnie się mył i regularnie wymiotował. Jednak o kocim przyjacielu małego dziecka napiszę osobny post.

Najprzyjemniejsza sprawa - powrót do formy! Po cesarce trzeba uważać na siebie nieco bardziej niż po porodzie naturalnym również ze względu na ranę, która musi się dobrze zagoić. Do aktywności fizycznej wrócę raczej później, ale już dwa tygodnie po porodzie schudłam dziesięć kilogramów. Miałam nadzieję na taki obrót sprawy, i tak się stało. Ponieważ od miesiąca nie jadam smażonego ani słodyczy, waga spada codziennie. I to lubię!




Jeśli są tu jakieś młode mamy, chętnie poczytam o Waszych pierwszych poczynaniach :)  
Cykl: Zrób to sam - 5 rozwiązań do pokoju ucznia

Cykl: Zrób to sam - 5 rozwiązań do pokoju ucznia

Szkoła rozpoczęła się już na dobre, przygotowane przez wakacje kąty do nauki na pewno świetnie służą dzieciakom. Ponieważ wieczory są coraz dłuższe, zawsze staram się na post z cyklu DIY znaleźć kilka sposobów na łatwe zabicie czasu, w postaci wykonania czegoś samodzielnie, najlepiej niezbyt skomplikowanego, cieszącego oko, ale przede wszystkim czegoś, co się przyda w codziennym użytkowaniu.

etsy.com/listing/522548821/resume-templates-bundle-for-ms-word